farfromfearless
Łapówka czy nagroda?
Namnożenie i skomplikowanie przepisów prawnych jak wiemy ma bardzo negatywny wpływ, gdyż trudno się połapać o co chodzi. Negatywny oczywiście dla społeczeństwa, a pozytywny dla tych, którzy mają “uwielbienie” do szukania kruczków, czyli także dla mnie, gdyż szukając takich mogę się nimi dzielić, dzięki czemu zyskuję “uwielbienie i chwalę”, a co najmniej nowych czytelników bloga. Jednak wróćmy do tematu.
Najpierw kilka informacji, aby dobrze zrozumieć tło. Jeżeli chcę przekazać komuś jakieś pieniądze to dzisiaj nie mogę mu normalnie tych pieniędzy dać. Muszę się zastanowić w jaki sposób to zrobić, aby przekazanie było optymalne z punktu widzenia podatkowego. Do wyboru mam kilka narzędzi. Jest to np. darowizna, wynagrodzenie za pracę etat/dzieło/zlecenie/nakładcza. Mogę pieniądze przekazać w postaci zwrotu kosztów, stypendiów, wygranych, nagród oraz odsetek za pożyczkę kapitałową. To są dajmy na to podstawowe sposoby.
Oprócz podstawowych informacji dotyczących “tytułu” przekazania pieniędzy trzeba wziąć także pod uwagę inne czynniki z których ważniejszymi są kto daje pieniądze (firma, stowarzyszenie, fundacja, osoba fizyczna itp), komu się pieniądze daje (podobnie firma, fundacja itp), w jakiej formie (przelew, gotówka, towar) oraz oczywiście którędy, a więc czy zaangażujemy w to pośredników. W wielu dziedzinach np. jak wyeksportujemy pieniądze za granicę i zaimportujemy je z powrotem to jesteśmy traktowani jako inwestor zagraniczny, co podnosi statystyki urzędnikom dzięki czemu oni zwalniają z różnych podatków.
Jak sami widzicie jest to dość skomplikowane. Ale jeżeli wziąć pod uwagę, że autorka jakże przeze mnie lubianej Pipi Langstrump zapłaciła 102% podatku, a mogła mniej, to jest nad czym się zastanawiać.
Jest tak taki jeden fragment, który utkwił mi w pamięci, kiedy to Pipi chodziła po ścianach i po suficie genialnie się przy tym bawiąc. Po pewnym czasie do jej domu przyszedł dorosły i zapytał się co ona robi, na co odpowiedziała, że normalnie chodzi sobie po suficie. Dalej dorosły jej powiedział, że przecież to jest niemożliwe! No i Pipi z sufitu spadła.
Wracając jednak do tematu w 1976 roku Astrid odkryła, że musi zapłacić do fiskusa więcej niż zarobiła, bo dokładnie 102 proc. podatku. Wzburzyło ją to i zmotywowało do napisania satyrycznej baśni “Pomperipossa w Manismanii” w której główna bohaterka, gdy orientuje się, że państwo chce jej zabrać więcej, niż zarobiła w ciągu roku, próbuje odebrać choć trochę “łomem”. A więc skrajna prawica, w dzisiejszej europie taka bajka byłaby popularyzacją terroryzmu. Okazało się to potężnym hitem, nie tylko PR-owym ale i “gwoździem” do trumny rządów Socjaldemokratów. Ale jak widać większego skutku to dla kraju nie dało, bo w Szwecji dziadostwo nadal o wiele większe niż u nas. O czym możecie zobaczyć np. tutaj
Postęp po szwedzku:
www.youtube.com/watch?v=EFIwFnrNX1M
Do czego jednak zmierzam? Nie wnikając w szczegóły ostatniej “afery hazardowej”, bo tymi się nie interesuje, odkryłem coś wspólnego między mną a “Ryśkiem”. Jakieś 9 lat temu (jak ten czas szybko leci) długimi nocami i dniami pracowałem nad produktem, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Wymagało to ode mnie dużo pracy, przeczytania wielu lektur oraz dziesiątków wypracowań, co dla umysłu raczej ścisłego nie było łatwe. Produktem tym było pierwsze w kraju Vademecum z opracowaniami lektur na płycie CD, a nie drukowane. Płyta się sprzedawała genialnie, nawet kilkaset płyt miesięcznie, dzięki starej maturze, gdyż zdigitalizowane Vademecum bardziej nadawało się do przygotowania”pomocy naukowych” na maturę. I w ten sposób zarobiłem może nie pierwszy milion, ale kilkaset tysięcy na pewno.
Cały biznes skończył się, kiedy to rząd przeforsował ustawę o wprowadzeniu nowej matury, gdzie mój produkt nie bardzo miał zastosowanie, gdyż “ściągać” teraz nie bardzo się da. A i skala biznesu byłą za mała aby dawać łapówki, bo najwyżej mógłbym dać 100 tys, przy 200 tys. to już raczej gra nie warta była świeczki. Inna rzecz to nie miałem takiej gotówki. Wierzcie mi zupełnie inaczej jest zarobić kilkaset tysięcy jednorazowo, a inaczej rozłożone przez 18 miesięcy. Otóż jak mniemam “Rysiek” z nagrań aferowych stanął w podobnej sytuacji tylko na większą skalę. Stworzył spory biznes hazardowy, a rząd zmieniając warunki chciał to strasznie opodatkować co by skutkowało zamknięciem, albo gwałtownych zmniejszeniem biznesu. Próbował więc bohatersko bronić swojego biznesu, niestety, jak większość bohaterów poległ.
I podobnie jak z formami przekazania pieniędzy drugiej osobie, aby unikać opodatkowania, dużą rolę odgrywa nazewnictwo oraz papiery. Tutaj także. Jak więc można zalegalizować łapówki? I co się stosuje na wielką skalę?
Ano trzeba wyjść od tego, że łapówka to jedna z wielu zachęt, aby człowiek działał w pewnym określonym kierunku, należąca do kategorii “marchewek”, a więc nic innego jak nagroda za jakieś działanie. Jeżeli więc jesteśmy w stanie ponieść koszty łapówki, dlaczego by więc nie otworzyć fundacji, która przyznaje nagrody za zasługi na rzecz hazardu, zastępując oczywiście słowo “hazard” słowem “loteria” aby zrobić dobry PR. Nominować do tej nagrody takiego a takiego ministra oraz swojego człowieka, jasno w nominacji dać zrozumienia, że nominacja jest za popieranie ustawodawstwa sprzyjającego grom losowym. Jak będzie dobrze głosował gremium zadecyduje o przyznaniu nagrody, jak źle to nagrodę dostanie nasz człowiek. I tyle. Można to bardziej komplikować i budować ciekawsze struktury. I wychodzi nam to samo co łapówka tylko trochę inne :), legalniejsze.
A jak to działa w praktyce? Daleko szukać nie trzeba wystarczy popatrzeć na nagrody Nobla, które mają “dobry PR” i kuszą nie tylko pieniędzmi co prestiżem i uznaniem, dlatego jest to bardzo dobre narzędzie polityki Szwedzkiej. Jednak każde narzędzie za bardzo eksploatowane się “tępi” tak samo już ta nagroda nie jest tym samym co kilkadziesiąt lat temu. W 1939 roku nominowany do niej (przez E.G.C. Brandt’a szwedzkiego parlamentarzystę, znów ta Szwecja) był Adolf Hitler, Józef Stalin nawet 2 razy był nominowany. Kiedyś jednak nagrodę przyznawano za osiągi dzisiaj jak to powiedział Tad Witkowicz na ostatnim nagraniu – za chęci.
No niestety w biznesie już za chęci nagród nie ma. Tylko za rezultat.
Jak widzicie od kilku tygodni trwają pracę reorganizacyjne w fundacji (nowe strony itp). Jedną z ważniejszych zmian jest to, że już nie będziemy organizować szkolenia z e-biznesu. Przyznam szczerze, że ja działałem w tej działce 6-8 lat temu. Trochę się od tego czasu zmieniło i technologia gna do przodu. Podjąłem jednak współpracę z Pawłem Krzyworączką, mądry facet, w tej dziedzinie i razem zamierzamy działać. On się bardziej skupia w swoich szkoleniach na technicznych rzeczach, bo się lepiej na tym zna, a ja bardziej z biznesowego puntu widzenia. Pozyskiwanie pieniędzy, urzędy, zarządzanie ludźmi, jakieś strategie. I w ten sposób z jednego dnia szkolenia zrobiło się dwa :) Zapraszam was. Paweł przygotował promocję dla tych co zapiszą się do końca dzisiejszego dnia, ale myślę, że jak zaczniecie negocjować to uda się wam przedłużyć specjalnie dla was warunki tej promocji :) techniczny człowiek w końcu nie może znać się dobrze na negocjacjach :) warto to sprawdzić.
Tajemnice e-biznesu:
http://tajemniceebiznesu.pl
I także jeszcze jedna ciekawa informacja:
W Polsce będzie jeden z genialniejszych ekonomistów na Świecie Jesus Huerta de Soto. 30 pażdziernika o godz. 12.20 odbędzie się wykład prof. de Soto w Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. R. Łazarskiego, Warszawa, ul. Świeradowska 43 Tytuł: The Current Economic Crisis (Kryzys gospodarczy). Zapraszam na godz. 12.20. Wstęp wolny.
http://www.fijor.com/jesus-huerta-de-soto-w-warszawie/
Liczba komentarzy: 4
Megan Fox, ‘call of Duty’ & ‘halo’ Artwork and Brett Favre in … « What's Happening?
[...] Łapówka czy nagroda?-Blog Kamila Cebulskiego [...]
Astakos
Super że będzie spotkanie we Wrocławiu, ja już się zapisałem na oba dni.
Kiedyś Kamil wymieniliśmy korespondencję, cieszę się że będziemy mogli się spotkać osobiście ;-)
Marek Chodorowski
Wyłuskanie jakiejś ciekawej myśli podczas wykładu p.Kamila Cebulskiego (to samo dotyczy jego tekstów pisanych) z gigantycznego potoku spontanicznie wyrzucanych słów, na dodatek wypowiadanych niezwykle powoli, to zadanie dla ludzi wyjątkowo skoncentrowanych, cierpliwych, posiadających mnóstwo czasu.
Mam wrażenie, że autor bloga jest osobą interesującą, ale nadmiernie rozgadaną, niespecjalnie kontrolującą to, co mówi i o czym pisze. To wszystko można powiedzieć przecież o wiele bardziej lapidarnie, zwięźle, dotykając wyłącznie konkretów. Szkoda, bo wiele uwag p.Kamila jest celnych.
Byłoby miło, gdyby p. Kamil dalej się rozwijał, pamiętając jednak o tym, że tak naprawdę niewiele przeżył, wszystko dopiero przed nim, a w związku z tym niewiele wie. No i forma, styl wypowiedzi, zupełny brak skrótów myślowych. Gorąco namawiałbym p.Kamila do przygotowywania się do “wykładów”, do zwięzłej i przemyślanej formy. Proszę mi wybaczyć szczerość.
Chętnie zajrzę do tego bloga za rok.
Osoby komentujące ten post-
- Copyright 2010 Blog Kamila Cebulskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.
- Na początek strony
- Strona główna




Zostaw komentarz-