farfromfearless
Generując dochód pomagasz lepiej jak zasiłek
Ponoć mądre słowa mówią, że ludziom nie należy dawać ryby, ale należy dać wędkę, aby sami mogli sobie codziennie tę rybę złowić. Po mojemu dawanie ludziom wędek, jest rozwiązaniem nieco lepszym, ale także należącym do kategorii raczej tych głupich jak każde dawanie komukolwiek czegokolwiek. To co możesz zrobić to nie truć jeziora.
Dla chyba wszystkich osób pomoc jest tożsama z dawaniem komuś czegoś. Czy to miałyby być pieniądze, czy służenie komuś naszym czasem. Wiadomym jest, że ten co pomaga, nie pomaga dlatego, aby komuś pomóc, ale dlatego, aby sam się lepiej poczuł. Tak już ludzie są zbudowani, że jak widzą kogoś faktycznie potrzebującego i pomogą to się dobrze czują i są z siebie dumni.
Mało kto jednak patrzy na prowadzenie biznesu, posiadanie kapitału i generowanie dochodu jako pomoc dla drugiego człowieka. Z zasadzie z definicji Twój dochód znaczy tyle co siła z jaką pomagasz innym i jak bardzo jesteś przydatny, z takim jednak zastrzeżeniem że bogacisz się moralnie.
Podpierając się wykładem Adama Aduszkiewicza naszego wykładowcy w ASBIRO i przedsiębiorcy zarządzającego w swojej karierze firmami po 1-3 tysiące pracowników i jednocześnie doktora filozofii moralność można w skrócie zdefiniować w ten sposób, że gdyby nasze działanie emitowali w telewizji jak big-brother to tego działania byśmy się nie musieli wstydzić. Oczywiście to w wielkim uproszczeniu, ja specjalnie tylko mówię tutaj o moralności, a nie o prawie. Bo o ile można się wstydzić na kradzież, tak z pracowania w szarej strefie wstydzić się nie ma czego.
A w jaki sposób pomagasz innych generując dochód? Ano bardzo prosto wynika to z definicji handlu, którą wielokrotnie już przytaczałem. Jeżeli idę do sklepu kupić chleb za 2 zł, znaczy to, że chleb jest dla mnie warty więcej niż 2 złote. Powiedzmy, że ja szacuje wartość chleba na 3 zł, gdyż tyle kosztowałoby mnie wyprodukowanie go. Piekarz natomiast umie wyprodukować chleb za 1 zł, sprzedaje go za 2 zł, gdyż dla niego 2 zł jest więcej warte niż chleb. Na takiej transakcji każdy zarobił po złotówce. Łatwo z tego wywnioskować, że jeżeli ja zarabiam, to druga osoba także musi zarabiać. Inaczej nie doszłoby do transakcji, bo nikt nie zapłaci za coś więcej, niż jest to dla niego warte.
To jaki dochód generujesz oznacza jak bardzo pomagasz innym, gdyż porównywalny dochód pojawia się właśnie u innych. Tak już jest ten świat połączony, że do zarabiania trzeba dwojga.
Problemem jest jednak to co Fryderyk Bastiat opisał ponad 160 lat temu w małej książeczce “Co widać i czego nie widać”. Lubimy patrzeć jak jak co roku Jurek Owsiak zbiera potężne sumy pieniędzy na sprzęt dla chorych dzieci. Suma jest duża, jest komu dziękować, jest to po prostu jakiś konkret. Nikt jednak nie patrzy na działania takich ludzi jak np. Krzysztof Klicki, twórca Kolportera, który stworzył wydajny system dystrybucji prasy, pobił państwowego molocha i sprawił, że każdy czytelnik może czytać prasę o zgaduję 10 groszy taniej na sztuce. Kto to widzi? Ano nikt nie widzi, jeżeli dasz komuś milion to zobaczą, a jeżeli miliardom dasz po kilka groszy nikt nie zobaczy.
Każdy dobrze i moralnie zarabiający człowiek nie dający ani złotówki na cele charytatywne więcej pomaga ludziom niż niż niejeden wolontariusz, a już na pewno więcej niż każdy urzędnik.
A jak pomagają urzędnicy może zobrazować sytuacja. Jakieś 2 miesiące temu dostałem maila od Pani z Urzędu Pracy ze Szczecina, która chce zorganizować takie ALP w wakacje w domu dziecka, abym tam pojechał i spotkał się z młodzieżą. Oczywiście Pani zapewniła “jeżeli chodzi o wynagrodzenie, wyżywienie, dojazdy” to są na to pieniądze. Odpowiedziałem, że chętnie przyjadę, ale za darmo, gdyż wstyd mi brać za takie rzeczy pieniądze. Pani już nie odpisała … bo jak się domyślam projekt musi zrealizować, a w świecie urzędników nie godzi się nie dostać pieniędzy za pracę. Zresztą podobną sytuację mam co tydzień, gdyż co chwilę mi proponują udział w jakimś unijnym projekcie. Przeważnie wysyłam takim ludziom wino i naszą firmową koszulkę “Jestem OK! Nie biorę!” oraz zapewniam, że chętnie poprowadzę te wykłady za darmo i nie w ramach projektu UE. Jeszcze nikt mnie nie zaprosił, ale kto wie, może rzeczywiście znajdzie się osoba, która robi te projekty aby pomóc komuś, a nie wypełniać formularze. Jeżeli ktoś uznał, że warto mnie zaprosić niejednokrotnie za kwotę 5-10 tys. za dzień, to tym bardziej powinien uznać, że warto zaprosić za darmo. Jeżeli tego nie robi jest hipokryta i tyle, albo nie machnie rękę aby zorganizować coś więcej niż projekt UE.
Wracając jednak do pomagania poprzez generowanie dochodu. W opisanej przeze mnie wymianie chleba piekarz i klient zarobili po złotówce. Podatki powodują to, że pewne transakcje stają się nieopłacalne. Gdyby np. chleb obłożyć 50% Vatem, kosztowałby nie 2 zł tylko3 zł. Ponieważ klient wycenia go też na 3 zł to nie będzie szedł do sklepu kupić chleb tylko go sobie upiecze. Im wyższe podatki tym coraz więcej różnych transakcji się nie opłaca i ludzie biednieją.
Dzisiaj w jakiś wiadomościach widziałem informację, że VAT idzie o 1% w górę (Ale sam podatek rośnie 1/22 czyli jakieś 5%) co oznacza podwyżki o 1% na wszystkie artykuły o ile “sprzedawcy nie wykorzystają sytuacji do podwyższenia cen i zaokrąglenia w górę”. Już się ludzie dopatrują tych chciwych kapitalistów oszustów nie rozumiejąc podstawowych praw ekonomi. Oczywiście chleb może podrożeje o 1%, ale takie rzeczy jak telewizory, pralki czy samochody podrożenie o więcej procent.
Różne produkty różnie reagują na zmianę cen. Na jednej stronie skali są produkty “must have”, a więc takie które musimy mieć, a po drugiej stronie produkty “nice to have”. W zależności gdzie umieścimy produkt na skali tak on reaguje na zmianę ceny. Załóżmy sytuację, że codziennie zarabiam 10 zł i codziennie kupuję bułkę za 3 złote i batona za 7 zł. Po podwyżce bułka podrożeje do 3,20, a baton na 7,90 ale ja nadal mam budżet 10 zł. Oczywiście bułkę muszę kupić codziennie, aby przeżyć, batona niekoniecznie. Po kupnie bułki zostanie mi tylko 6,80 za mało na batona. Okazuje się, że bułkę nadal będę kupował codziennie, ale batona już nie. Zamiast kupować batona co 24 godziny, kupię go co 29 godzin. A więc znacznie mniej. Ponieważ sprzedaż bułek się utrzymuje się na stałym poziomie jej cena (podstawa do opodatkowania) nie ulegnie zmianie. Bułki podrożeją tylko o wzrost podatku. Jednak sprzedaż batonów spadnie i to znacznie. Jeżeli sprzedaż jest mała (popyt), to aby krzywa popytu i krzywa podaży się spotkały to cena musi być większa.
W skrócie. Produkty “must have” podrożeją tylko o nowy podatek, a produkty “nice to have” podrożeją dwukrotnie, po pierwsze wzrośnie ich cena podstawowa, oraz wzrośnie podatek. Również sam podatek wzrośnie “dwukrotnie”, gdyż będzie wyliczany od wyższej ceny. I to jest ekonomiczne wyjaśnienie “chciwości” kapitalistów, z którym będziemy mieli do czynienia od nowego roku.
Zapraszam was do słuchania moich audycji na www.kontestacja.com. We wtorki i w środy o 21.00 na żywo. Mamy taki automat do przypominania o audycji na GG. Wystarczy dodać do kontaktów numer 9431364 i wyślij na ten numer wiadomość “p k” i jak tylko będziemy nadawać na żywo dostaniesz powiadomienie.
Do zobaczenia na MJM.
Liczba komentarzy: 24
Michal
Popyt na batony zmaleje zatem ich cena moze (aczkolwiek nie musi) spac. Przedsiebiorcy maja marze, ktora moga manipulowac chcac sprzedac zalegajacy towar. Dodatkowo, cena nie wynika z kosztow produkcji lecz odwrotnie, jezeli bedzie mniejszy popyt na batony, rownie dobrze co do wzrostu ceny, mozna sie spodziewac spadku kosztow produkcji.
Nie mi zgadywac co konkretnie nastapi.
Kamil Cebulski
@Michal
Brawo, udowodniłeś właśnie, że podwyżka podatków powoduje spadek cen i kosztów produkcji. Marks i Engels się nie powstydzą. Gratuluje logiki w myśleniu.
A tak na poważnie i bez uszczypliwości, to jezeli cię tematy ekonomi interesują daj znać na maila to prześlę ci ciekawą książkę.
Marks
Nie wykluczone jednak, że po podwyższeniu podatków producent chcąc zwinąć interes wyprzeda wszystko po mniejszych cenach i powie bye, bye poland
Marcin Kopeć
Czyli wg Sz.P. Miachała wzrost podatków do 100% spowoduje spadek cen do 0 i takich też kosztów produkcji?
Paweł
Mnie tematy Kamilu ekonomi interesują,dlatego jeśli możesz wysłac, prosze o książke :
Mój emeil : paulom@o2.pl
Libero
Kamil Cebulski said: (…) jezeli cię tematy ekonomi interesują daj znać na maila to prześlę ci ciekawą książkę.
… a mógłbym się dowiedzieć, jaki tytuł ma ta książka? Z góry dziękuję
thigrand
Mnie też interesują zagadnienia ekonomii, wiec również prosiłbym o ciekawą książkę. Thigrand@gmail.com
A co do pierwszego akapitu:
Można dać komuś wędkę ale tylko na zasadzie zatrudnienia, przy np. barterowej wymianie dóbr. My dzierżawimy wędkę a on płaci nam określoną częścią połowu. I mamy dodatkowy przychód;)
Artur Król
“Wiadomym jest, że ten co pomaga, nie pomaga dlatego, aby komuś pomóc, ale dlatego, aby sam się lepiej poczuł. Tak już ludzie są zbudowani, że jak widzą kogoś faktycznie potrzebującego i pomogą to się dobrze czują i są z siebie dumni.”
Wychowani, owszem. Zbudowani – wcale niekoniecznie. Nie bez powodu przynajmniej kilka spośród ścieżek rozwoju osobistego (np. sufizm) podkreślają, że pomaganie innym, itp. ma sens dla własnego rozwoju tylko jeśli nie czerpiesz z tego nagród w rodzaju czucia się dobrze – wtedy jest szansa na faktyczny rozwój. Choćby na wykształcenie w sobie pokory, przez docenienie jak dużo przypadku było w tym, że możesz komuś pomóc, zamiast być w sytuacji, w której to ta osoba Ci pomaga. W końcu szanse na to, że urodziłeś się akurat w Polsce, a nie w Etiopii czy w Birmie nie były takie wcale duże…
Adam
Nie przekonuje mnie teza Kamila, ze wzrost VAT-u na dobra “nie pierwszej potrzeby” (przykladowa pralka) spowoduje nieproporcjonalnie wiekszy wzrost cen tych dobr. Zgoda, patrzac na krzywe popytu i podazy, przy mniejszej ilosci sprzedazy wychodzi nam wyzsza cena aby osiagnac rownowage. Tyle teoria. Rozumiem, ze Kamil przedstawia to tak: jestem producentem pralek, ich cena rosnie o 1%, ludzie przez to mniej kupuja, wiec ja podwyzszam cene aby nadal miec taki sam przychod. Wydaje mi sie, ze w praktyce moze byc inaczej. Producent pralek moze chciec utrzymac taki sam wolumen sprzedazy i obnizy swoja cene o 1%, aby zniwelowac wzrost podatku (jezeli oczywiscie moze sobie pozwolic na obnizenie marzy). No i polityka cenowa dystrybutorow AGD ma tutaj duze znaczenie. Jesli pralka kosztuje netto 800 zl, to obnizka ceny o 1% = 8zl. Obserwujac czeste promocje w duzych sklepach, mysle ze taka redukcja jest realna. Nie chce sie wdawac w dyskusje, moze i tak bedzie jak przewiduje Kamil, ma na pewno wiecej doswiadczenia rynkowego niz ja. Mnie po prostu nie przekonuje jego uzasadnienie, ze spadek liczby klientow przelozy sie na duzo wyzsze ceny. Moze by tak bylo przy dobrach stricte luksusowych, bo te rzadza sie swoimi prawami. Sprzet AGD, w naszych czasach, juz sie do tego nie zalicza
Adam
A przepraszam, Kamil pisal o batonach a nie pralkach, nie wiem skad mi te AGD przyszlo do glowy… (ostatnio kupowalem wiec chyba wyszlo z podswiadomosci:-). W kazdym razie to tez bedzie produkt z grupy “nice-to-have”
Tomasz
Kamil Cebulski said: @Michal
Brawo, udowodniłeś właśnie, że podwyżka podatków powoduje spadek cen i kosztów produkcji. Marks i Engels się nie powstydzą. Gratuluje logiki …
Kamil, trochę więcej pokory. Weź kartkę i ołówek i rozrysuj sobie krzywe popytu i podaży.
Oś X – cena
Oś Y – wartość popytu/podaży
Krzywa popytu jest nierosnąca, a krzywa podaży niemalejąca.
1. Popyt na batony (przy danej cenie spada), przesuwa to krzywą popytu w dół.
2. Po podwyżce podatków krzywa podaży przesuwa się w prawo o wartość VAT.
Pierwszy punkt ma wpływ na spadek ceny, drugi na wzrost.
W zależności od nachylenia krzywych popytu i podaży może się teoretycznie okazać, że cena batonów spadnie.
Dla produktów jak to określiłeś “nice to have” krzywa popytu jest bardziej stroma niż dla produktów “must have”, więc tym bardziej jest to realne.
Napisałeś:
a produkty “nice to have” podrożeją dwukrotnie
Chłopie, strzeliłeś ekonomiczną gafę.
Produkty “nice to have” podrożeją mniej niż produkty “must have”.
Marcin
A to nie jest tak, że z dniem podwyżki VAT ceny wszystkiego co jest w sprzedaży podnoszą się właśnie o 1%, natomiast to o czym piszecie dotknie nowe modele tych telewizorów i pralek, względnie – jeśli nie tych modeli nie będzie – odbije się na cenach po jakimś czasie? Bo o to zapewne chodziło w tych wiadomościach.
Nie wiem czy taki jest obyczaj biznesowy, ale jeśli zachęca się do nie robienia zmian cen podstawowych w dniu podwyżki podatku to chyba sensownie?
Andrzej Chaberski
A jaka jest pomoc najlepszych perfekcjonistów, którzy znajdą igłę w stogu siana, ale dalej będą pływać w zatrutym jeziorze?
Główny punktem jest nie truć jeziora. Hałas o to co będzie bardziej zatrute, a co mniej i o ile procent z sześcioma miejscami po przecinku niewiele zmienia.
Kamil Cebulski
@Tomasz
Obawiam się, że to ty strzeliłeś gafę, gdyż założyłeś że na popyt/podaz jednego produktu może wpływać zmiana czynników związanych z tymi produktami. Prawda jest jednak inna. Jeżeli podniesiesz cenę paliwa to wszystkie produkty pójdą w górę, bo paliwo jest w zasadzie częścią składową wszystkich produktów. Jeżeli podniesiesz podatki na krowę wzrośnie także cena mleka i jogurtu pomimo, że nie opodatkowałeś tych produktów. Jeżeli opodatkujesz produkty które ktoś musi kupić, automatycznie zmaleje popyt na to, co “miło by mieć”, ale mieć nie trzeba. Zatem jak już kazałeś nam rysować sobie w myślach te krzywe to zarówno przy bułkach jak i przy batonach musisz zrobić przesunięcie o podwyżkę podatku, ale przy batonie musisz zrobić dodatkowe przesunięcie związane ze spadkiem na nie popytu, a ten spadek związany jest z podniesieniem cen produktów które każdy musi kupić. W efekcie bułki i chleb nadal będziemy jeść, nawet jak będą droższe, ale pralkę, lodówkę i auto wymienimy nie co 10 lat, a co 10,4 miesiące. Bo najzwyczajniej będzie brakować pieniędzy.
@Marcin
Nie to nie jest tak, że nowe produkty pójdą w górę, w górę pójdą wszystkie produkty. Weź pod uwagę takie coś. Że sprzedajesz codziennie 100 bułek na każdej zarabiasz 1 zł. Zysk 100 zł dziennie. Nagle musisz bułki sprzedać po 1,01, a ten 1 grosz nie jest dla ciebie tylko dla państwa. Jedna osoba z twoich klientów się wykrusza dziennie sprzedajesz 99 produktów. Twój zysk wynosi 99×1 = 99 zł. Marża ta sama, ale zysk mniejszy, A to tylko połowa, gdyż do tej pory żyłeś za 100 zł dziennie, teraz musisz żyć za 99 zł, ale produkty które kupujesz też podrożały o 1%, więc musisz żyć na takim poziomie jak za 98 zł przed podwyżką, aby to wyrównać podnosisz cenę sprzedawanych przez siebie produktów jeszcze bardziej.
@Andrzej Haberski
Trafiłeś w sedno. I właśnie o to trucie jeziora chodzi. A winą za trucie nie obarcza się pańśtwa tylko tych chciwych przedsiębiorców, którzy podniosą ceny tak, że biedna rodzina nie będzie mogła ich kupić.
Tak mi się jeszcze nasunęło, że podwyżka VAT z 22 na 23 to nie wzrost o 1% podatku, tylko o jakieś 4%, a jak coś miało 7% i wzrosło do 8% to podwyżka podatku wynosi coś około 14%.
Lech “Fioletowypartner” Baczyński
> nie ulegnie zmianie. Bułki podrożeją tylko o wzrost podatku. Jednak sprzedaż batonów spadnie i to znacznie. Jeżeli sprzedaż jest mała (popyt), to aby krzywa popytu i krzywa podaży się spotkały to cena musi być większa.
Hmmm… jak dla mnie przy zmniejszonym popycie cena musi być mniejsza – tak IMVHO mówią teorie ekonomiczne
(napisałem to mailem do Kamila, ale w odpowiedzi prosił żeby tutaj to wkleić, aby wszyscy mogli podyskutować)
Michał Toczyski
Witajcie, zgadzam się z tym, że media w dużym stopniu manipulują społeczeństwem i podejściem do podatków. No cóż, jest to w końcu czwarta władza, a władza ma to do siebie, że kusi i pozwala się nadużywać. Stawkę liczy się w procentach. A podatek w złotówkach. Istnieje zatem różnica pomiędzy wzrostem o % a o punkt procentowy.
Na początku tematu pojawił się komentarz, że piekarz może pomyśleć sobie, że będzie bardziej konkurencyjny i pozostawi cenę taką samą albo nawet ją zmniejszy. Jednak sam na każdej przysłowiowej bułce zarobi mniej i w sumie sprzedaż może spaść. W przeciwnym razie ludzie na potęgę by obniżali ceny, jeśli mogliby na tym zarobić, a to jednak okazuje się niezgodne z faktami.
Nie wiem czy taki jest obyczaj biznesowy, ale jeśli zachęca się do nie robienia zmian cen podstawowych w dniu podwyżki podatku to chyba sensownie?
Wolny rynek ma to do siebie, że przedsiębiorców nie można do niczego zachęcać, a tym bardziej zmuszać. Sami wiedzą lepiej, czy powinni obniżyć, czy podwyższyć cenę, a wszelka kontrola z zewnątrz jest tu niewskazana.
Chłopie, strzeliłeś ekonomiczną gafę.
Produkty “nice to have” podrożeją mniej niż produkty “must have”.
Podrożeją najbardziej te produkty, które mają dłuższy proces wytwórczy, bo ich podatki się na siebie nałożą i skumulują.
Mnie po prostu nie przekonuje jego uzasadnienie, ze spadek liczby klientow przelozy sie na duzo wyzsze ceny.
Spadek zapotrzebowania jest wywołany sztucznie, co w efekcie może spowodować na niższe ceny, ale nie we wszystkich branżach i produktach. Jednak obie strony na tym tracą, zarówno klienci, jak i producenci, a bogaci się państwo zatykając swoją dziurę budżetową.
Marcin
Owszem w górę pójdą wszystkie produkty, tylko pytanie kiedy – i czy w związku z tym, że nie wiadomo kiedy, czy ta informacja którą podali w wiadomościach rzeczywiście jest o chciwych kapitalistach.
Lucjan Toton
Trzeba również wziąć pod uwagę jedną sprawę. Jeśli piekarz na bułkach zarobi mniej, to mnie wyda na buty od szewca. Jeśli szewc zarobi mniej od piekarza, wyda mniej na np produkty spożywcze. Jeśli Pani Jadzia ze sklepu zarobi na marży produktów spożywczych mniej, zapłaci też mniej znajomej krawcowej za sweter. Można teraz tak wymieniać w nieskończoność.
Zmiana niby 1% nie robi wiele jednak w skali całego Państwa jest jak efekt motyla. O ile 5/10 przedsiębiorców zaciśnie pasa to i tak wydadzą mniej = ktoś inny mniej zarobi. Nawet Ci przedsiębiorcy których ceny ulegną zmianie na większe sumy będą dotknięci gdyż tych 5/10 przedsiębiorców zastanowią się 2 razy zanim kupią u nich np produkty nice to have.
Mam wrażenie, że jak w szachach, jedynym dla nas dobrym wyjściem jest zugzwang. Najlepszym ruchem pozostaje nie robienie nic.
Andrzej Chaberski
Robert Krool znalazł kiedyś tabliczkę ze staroniemieckim napisem o mniej więcej takiej treści, że niszczy ten kto daje zbyt wiele.
Pomoc jest jak czerwone światła na ulicy. W pewnych miejscach i czasie działa dobrze, ale kiedy uczestnikiem ruchu jest tylko wiatr to przestaje to być potrzebne, tyle, że niekoniecznie przestaje działać. Wtedy zamiast poprawiać, wstrzymuje ruch.
Jak będę grzeczny i uszanuję prawo to stracę czas no i pieniądze, bo wolno się ruszam, ale za to nie dostanę mandatu.
Dostajemy zbyt wiele, czyli niepotrzebnie.
Jest to troska państwa o wspólne i indywidualne dobro i bezpieczeństwo.
Zbytnia pomoc osłabia, ale nie wydaje się, że dawanie komukolwiek czegokolwiek też tak działa.
Głupie jest raczej dawanie więcej niż trzeba, niż dawanie komukolwiek czegokolwiek., bo dawanie
komukolwiek czegokolwiek także obejmuje generowanie dochodu jako pomoc dla drugiego człowieka.
Jeśli dochód znaczy tyle co siła z jaką pomagasz innym i jak bardzo jesteś przydatny to jeśli nie będzie nikogo kto będzie chciał wziąść, komu można dać, nikogo potrzebującego tej siły, to nie za bardzo będzie po co coś generować.
Tomasz
Chyba jednak Kamil nie rozrysowałeś krzywych na papierze. W myślach to nie to samo.
Kamil Cebulski said: @Tomasz
zarówno przy bułkach jak i przy batonach musisz zrobić przesunięcie o podwyżkę podatku, ale przy batonie musisz zrobić dodatkowe przesunięcie związane ze spadkiem na nie popytu
Patrz punkt 1 w mojej poprzedniej wypowiedzi – to jest właśnie to dodatkowe przesunięcie, o którym piszesz.
- Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i święte…
- At, daj pokój! – przerwał ksiądz.
- I święte – powtórzył Kmicic – ale się na armatach nie znacie …
Pozdrawiam i szczerze życzę dalszych sukcesów.
Mimo tej gafy Twój blog czytam z przyjemnością.
Szymon K.
Kamilu mnie również interesują tematy ekonomi, dlatego jeśli możesz wysłać , również prosze o książkę
Mój mail: sheaker@wp.pl
Justyna
Człowiek pomaga żeby poczuć się lepiej… jakiś ty małostkowy.
Tak samo jak inteligentny jesteś tak samo wydajesz się głupi życiowo.
Nie mierz wszystkich ludzi swoją miarą.
Życie to nie tylko cyfry, wartości i zależność wkład -> zysk.
Jan Pawłowski
1) A mnie interesuje skąd przekonanie o umiejętności racjonalnego wyszacowania wartości chleba na np. 3zł?!
Jeśli Vat będzie większy i piekarz podwyższy cenę do 3zł to nie zmieni mojej umiejętności pieczenia chleba, a także ilości czasu, jaki mam na pieczenie go. Będę musiał go i tak kupić. Ludzie nie są racjonalni w swoich wyborach konsumenckich. Są na to setki przykładów.
2) Dlaczego też pracowanie w szarej strefie nie jest powodem do wstydu? Gdy inni płacą podatki (nawet jeśli niesprawiedliwe w jakimkolwiek sensie) to postępują wedle pewnych reguł obowiązujących wszystkich. A tutaj taki cwaniaczek pracuje w szarej strefie, dostaje pomoc społeczną, jest ubezpieczony w nfz jako bezrobotny na nasz koszt. Moim zdaniem jest czego się wstydzić.
Wyobraźmy sobie sytuację : pana X pracującego w szarej strefie bezwstydnika napada oprych Y, obok przechodzi para policjantów i mamy sytuację:
pan X – Pomocy! biją! gwałcą!
policja – niestety nie opłacił pan podatków więc pana nie uratujemy.
oprych y – Dzięki bogu za szarą strefę.
Marian
Justyna said: Człowiek pomaga żeby poczuć się lepiej… jakiś ty małostkowy.
Tak samo jak inteligentny jesteś tak samo wydajesz się głupi życiowo.
Nie mierz …
Kamil ujął to zbyt powierzchownie, “człowiek pomaga, żeby sam się lepiej poczuł”, pomagając innym możesz doświadczyć tego, że jesteś dobry, wrażliwy i że nie obojętna jest Ci druga istota gdy prosi lub woła o pomoc. Tak naprawdę wszystko jest jednym, więc wszystko co robisz, robisz dla siebie.
- Copyright 2012 Blog Kamila Cebulskiego. Wszystkie prawa zastrzeżone.
- Na początek strony
- Strona główna







Zostaw komentarz-